YoutubeFacebook
ENPL
Aktualne rankingi
0
singiel
11
debel

Press

29.12.2014
Komentarzy: 0
Wywiad z Łukaszem - VAMOS

Marek Furjan: Jak wyglądały Twoje przygotowania do nowego sezonu?

 

Łukasz Kubot: - W tym roku okres przygotowawczy połączyłem z meczami. Tak było również w ubiegłych latach, ale wtedy podchodziłem do tego na większym luzie. Tym razem wziąłem się za to bardziej profesjonalnie, aby improwizować sytuację meczową i grę pod presją. Mam za sobą cztery spotkania mojej drużyny w lidze czeskiej, w tym trzy rozegrane na wysokim poziomie. Nie były to mecze o punkty do rankingu ATP, ale po przygotowaniach które miałem, cztery mecze w singlu i dwa w deblu na pewno są dla mnie bardzo ważne. Już te spotkania pomogą w weryfikacji tego, czy mam szansę na walkę o pierwszą setkę singlowego rankingu, czy nie. Uważam, że po pierwszej połowie roku – o ile zdrowie pozwoli - będzie można zweryfikować moje możliwości. Może być tak, że ze zdrowiem nie będzie najlepiej i będę musiał skoncentrować się na deblu. Do tego jest jednak jeszcze daleka droga... Przed nami Australia – super wspomnienia, które pozostaną w mojej głowie na zawsze, ale także walka o to, by nie wypaść z dwusetki rankingu i spróbować wejść do TOP 100. Zaczynam wszystko od nowa i każde zwycięstwo będzie dla mnie ważne.

 

Cały czas starasz się układać karierę pod występy singlowe. Co jest Twoim nadrzędnym celem: miejsce w TOP 100, które gwarantuje regularne starty w turniejach ATP, czy spektakularne wyniki w pojedynczych turniejach?

 

- Analizując wyniki z ostatnich lat dojdziemy do wniosku, że miałem maksymalnie 3-4 wyniki w roku, które trzymały mnie w pierwszej setce, a obijały o pięćdziesiątkę. Chciałbym, aby ten plan był taki sam. Sytuacja jest jednak trochę inna, bo nie wiem jak będzie się zachowywała moja stopa i czy ranking pozwoli mi na grę w eliminacjach turniejów ATP Masters 1000 i udanie łączyć to z deblem. Nie jestem najmłodszym zawodnikiem i myślę, że po Wimbledonie będzie czas aby to zweryfikować i podjąć decyzję czy dalej mam szansę walki o czołową setkę, czy nie. W pierwszych dwóch miesiącach będę się starał grać jak najwięcej: Brisbane i Melbourne, a następnie może Montpellier, Rotterdam, Wrocław, Dubaj lub Montpellier, Wrocław, Dubaj. Zobaczymy jak będę wyglądał pod względem zdrowotnym, a w dalszej części sezonu z pewnością będę przygotowywał się na jakość, a nie na ilość występów.

 

Czyli w Twojej głowie wciąż tli się myśl, że jesteś w stanie zdobyć singlowy tytuł turnieju ATP?

 

- Tak, czuję się na siłach. Nie mam nic do stracenia i chociaż wchodzę w rok z dużą niewiadomą, jestem człowiekiem odważnym i wierzę, że jeszcze niejeden raz miło zaskoczę sympatyków tenisa.

 

Kilkukrotnie padło już z Twoich ust słowo „zdrowie”. Czy wszystkie tegoroczne urazy są już wyleczone?

 

- W tym momencie jest wszystko w porządku. Wszyscy, którzy pomagali mi w leczeniu nogi mówili, że nie można tej kontuzji zlekceważyć. Zmiany nawierzchni, klimatu, a przede wszystkim gra singlowa, w której jest więcej ruchu, mogą mieć ogromny wpływ na to, jak ta stopa się zachowa. Człowiek uświadamia sobie to wszystko dopiero, gdy coś się stanie.

 

Przed każdym sezonem tworzą się nowe duety deblowe. Robert Lindstedt zadeklarował stałą współpracę z Marcinem Matkowskim. Znasz dobrze każdego z nich. Myślisz, że ta mieszanka może przerodzić się w duży sukces?

 

- Na początku chciałem przyznać, że Robert zachował się bardzo profesjonalnie, chociaż mógł o swojej decyzji poinformować mnie trochę wcześniej. Powiedzmy sobie szczerze: wchodząc w tę współpracę miałem świadomość, że stworzymy drużynę, która będzie mogła wygrać, ale też przegrać z każdym. Nasze wyniki w ubiegłym sezonie to potwierdziły. Zdaję sobie sprawę, że dla Roberta nie był to łatwy rok. Ja łączyłem grę pojedynczą z podwójną, podczas gdy on nie mógł trenować różnych schematów deblowych. Stąd jego podejście do nowego sezonu i decyzja, że chce grać z zawodnikiem, z którym będzie mógł trenować na co dzień. Zobaczymy jaki przyniesie to efekt, ale moim zdaniem będzie to drużyna bardzo niebezpieczna. To są zawodnicy, którzy będą opierali swoją grę na potężnym serwisie i grze z przodu. Marcin serwuje bardzo dobrze, a Robert będzie skutecznie pomagał mu przy siatce. Uważam, że Marcin jest zawodnikiem, który będzie lepiej returnował i to on będzie odpowiedzialny za tworzenie gry. Z tego powodu może ciążyć na nim presja.

 

Leander Paes wybrał z kolei Ravena Klaasena. Duża niespodzianka?

 

- Proszę mi wierzyć, że Paes jest zawodnikiem, który rozgrywa najmniej turniejów w ciągu roku i zazwyczaj wygrywa minimum jeden turniej wielkoszlemowy w sezonie. Mimo tego, że nie jest najmłodszym zawodnikiem, jest uważany za tenisistę z najlepszym pierwszym wolejem i refleksem na siatce. To on dobiera sobie zawodników, którzy będą w stanie tworzyć mu grę. Często grał z Czechami, którzy potężnie returnowali. Dzięki temu on mógł przechodzić, zbijać woleje i czuł się jak ryba w wodzie. Czy w tym przypadku będzie podobnie? Zobaczymy. Klaasen jest nowym zawodnikiem, na najwyższym poziomie gra pierwszy lub drugi rok, ale Paes musiał coś w nim widzieć. Raven to zawodnik, który ciężko pracuje i może ta ciężka praca spowoduje, że będą szli do przodu. Porównując parę Paes/Klaasen z Lindstedtem i Matkowskim twierdzę, że Robert i Marcin będą bardziej niebezpiecznym duetem.

 

Nie każdy zawodnik wiedział, że wciąż zamierzasz koncentrować się na grze pojedynczej. Ktoś złożył ofertę wspólnych deblowych występów w 2015 roku?

 

- Kilka dni temu miałem telefon od zawodnika, który w tym roku wygrał turniej Wielkiego Szlema. Debliści spojrzeliby na mnie inaczej, gdybym oświadczył, że nie gram singla i będę się poświęcał deblowi. W związku z tym, że chcę jeszcze powalczyć w singlu, dogadałem się z moim kolegą Jeremym Chardym na pierwsze dwa miesiące wspólnych startów. Polecimy do Australii bez żadnej presji i zobaczymy co z tego wyjdzie. Moim zdaniem tenis jest już tak szybki, że połączenie deblisty z singlistą będzie bardzo niebezpieczne.

 

W takim razie jakie szanse dawałbyś Federerowi i Wawrince w dziesięciu meczach rozegranych w różnych warunkach i na różnych nawierzchniach, jeżeli po drugiej stronie siatki za każdym razem staliby bracia Bob i Mike Bryan?

 

- Bracia Bryan mają ponad sto tytułów deblowych na swoim koncie, znają każdy swój ruch i aby ich pokonać trzeba mieć bardzo dobry dzień. Uważam, że bardzo trudno jest przewidzieć bilans dziesięciu takich spotkań, ale myślę, że wynik oscylowałby koło remisu, być może z lekką przewagą Boba i Mike'a.

 

W marcu Polska zagra z Litwą w ramach rozgrywek o Puchar Davisa. Będziesz chętny do gry, czy poświęcisz ten czas na realizację osobistych planów?

 

- Jesteśmy w trakcie rozmów. Jeżeli chodzi o mnie to chciałbym zagrać, ale muszę mieć wszystko jasne i potwierdzone. Jestem do dyspozycji, ale rozmowy trwają.

 

Michał Przysiężny opowiadał mi ostatnio o zmianach w swoim żywieniu. Czy dieta jest ważnym elementem w Twoim tenisowym życiu?

 

- Jesteśmy co tydzień na innym kontynencie, spożywamy inne potrawy, składniki, pijemy inną wodę. Byłoby łatwiej gdybyśmy siedzieli w domu i mogli gotować sami. Tenisista trenuje dwa razy dziennie i nie może poświęcać energii, aby samemu przygotowywać sobie posiłki. Pomimo tego, bardzo dbałem o to, co jem, ale nie miałem profesjonalnego jadłospisu. Szczególnie zacząłem uważać po Wimbledonie, gdy potwierdziła się informacja o kontuzji. Chciałem postawić wszystko na jedną kartę. To wszystko ma sens, ale trzeba być świadomym i pamiętać, że jeżeli Djoković jest na diecie bezglutenowej to ten sam sposób odżywiania nie musi spowodować, że ja będę się dobrze czuł i grał tak jak on. Odżywianie jest sprawą indywidualną, ale może dać bardzo dobre efekty.

 

Na którą potrawę wigilijną czekasz w takim razie najbardziej?

 

- Na karpia!

 

Źródło: http://marekfurjan.blox.pl/2014/12/Wywiad-z-tenisista-3-Lukasz-Kubot.html



Dodaj komentarz